Obserwowałam wczoraj starożytnego Chińczyka, który w skupieniu wycierał kieliszek, co i raz oglądając go pod światło zza grubych szkieł okularów. Zresztą już go tam widziałam kiedyś, tylko z tym kieliszkiem jakoś tak po raz pierwszy go zobaczyłam. I wszystko się zawęziło. Wtedy. Albo może wciąż tam jestem? Cholera wie, jak z tym czasem jest. Teorie Einsteina prawdopodobnie juz niedlugo o kant dupy rozbić będzie można, więc, równie dobrze, nadal siedzę w tej szczelinie wytworzonej przez kieliszek oglądany pod światło.
***
Nurtuje mnie od dawna pytanie, jak to jest, że Japonki wyglądają rewelacyjnie we wszystkim, co na siebie założą. W byle szmacie, podziurawionym podkoszulku, czy też w odzieniu od Yoshi Yamamoto prezentują się równie świetnie i do tego są niesamowicie inspirujące. Wyobrażam je sobie często w ich codziennych czynnościach domowych: gdy rano robią zupę miso, gdy myją włosy i nakładają odżywki, albo gdy pakują lunch dzieciom do szkoły w te ich wszystkie bento boxy. Jak bohaterki książek Banany Yoshimoto. W którym szczególe tkwi ten diabeł?
***
Ad memoriam from the ladies in Wong Kei:
Tom & Emy
have been coming here
for 30 years
now with their sons [both conceived in this cubicle]*
Ron & Daniel
* different handwriting
***
I wreszcie… koszmar
Śniły mi się dawne czasy, kiedy to umówiłam się z R. na naszą drugą “randkę”. Jechałam po niego na lotnisko i po drodze wypadły mi trzy zęby (w tym jedynka), a ze szpar po nich zaczął wypływać dżem truskawkowy. Trudno sobie wyobrazić gorszy koszmar! To chyba po tych chińskich pączkach.


ja dzis w nocy zdawałam egzamin. coś układałam w koszyczku jakieś kompozycje gastronomiczno ikebanowe. Skończyłam z przeświadczeniem że oblałam. Obudziłam się z jakimś ciężarem:-)
ale element tao był! w postaci ikebany